Empatyczna komunikacja. Rozwój osobisty. Refleksje. Dziękuję, że tu jesteś:)

Archive for the ‘Anglia’ Category

Zajęcia dla maluchów w Anglii

W Anglii istnieje duża oferta zajęć dla dzieci w wieku 0- 5 lat, m.in.:

  • rytmika, czyli śpiewanie piosenek, bezpłatne zajęcia prowadzone przez panie w bibliotece,
  • taniec,
  • balet,
  • masaż dla dzieci,
  • joga dla dzieci,
  • spotkania mam noszących dzieci w chustach/nosidełkach,
  • basen/nauka pływania z instruktorem,
  • rozwojowe, bezpłatne zajęcia prowadzone przez Centrum Dziecka (The Children’s Centre) – gminną placówkę,
  • ogólne dla maluchów. Grupy te prowadzone są przez wolantariuszy, można je znaleźć właściwie we wszystkich większych miejscowościach/dzielnicach miast. U mnie na wsi też spotykamy się raz w tygodniu:) Zajęcia najczęściej są płatne (około 2 funtów za 2h) i pokrywają koszt wynajmu sali, ubezpieczenia, posiłków itp. Opiekunowie: rodzice, babcie, nianie mogą napić się kawy/herbaty, dzieci mają lekką przekąskę i bawią się. W sali czekają różne zabawki dostosowane do ich wieku (np. zjeżdzalnia, trampolina, auta, wózki, książki, grzechotki itp.). Jeszcze w ciąży dostałam od położnej listę lokalnych grup, z informacją kiedy i gdzie odbywają się spotkania.

20150801_134327Lubię i doceniam tę możliwość wyboru zajęć. I nie chodzi tu tylko o dzieci, ale o wyjście z domu, kontakt z ludźmi, zapobieganie poczuciu izolacji, szczególnie gdy mieszkamy z dala od krewnych. Dzięki grupom poznałam wiele mam, a z niektórymi zaprzyjaźniłam się i spotykamy się także prywatnie. Jestem im wdzięczna za poczucie wspólnoty, wsparcie, inspirację, humor. Cieszy mnie również to, że mój 2,5 letni synek poznaje dzieci i ma towarzystwo do zabawy.

Różnice kulturowe – Anglia

IMG_3795Pamiętam Johna, mojego nauczyciela j. angielskiego we Wroclawiu: świetnie przygotowany i zaangażowany, niezwykle uprzejmy i kulturalny, z poczuciem humoru, ale trzymający nas na dystans. Dopiero po dwóch latach zajęć zrozumieliśmy, że jak John mówi: „I strongly recommend…” oznacza to: „Zróbcie to koniecznie, proszę”.  Wydawało nam się, że to tylko luźna rekomendacja. W ten sposób Anglicy unikają bezpośredniości.

Na stronach BBC w sekcji: nauka j. angielskiego znajdziemy radę, aby częściej używać biernej formy czasowników. Zamiast: „Zrobiłeś to?” lepiej będzie jak zapytamy: „Zostało to już zrobione? (Have you done it? Has it been done?)”.

IMG_1252.JPGW Polsce powiedziałbym: „Chciałabym zarejestrować się do lekarza dzisiaj”. A. rejestrując się telefonicznie do lekarza pyta: „Zastanawiam się czy mógłbym się dziś umówić się na wizytę” (I wonder if I could book an appointment for today). 

Anglicy unikają też bezpośredniego mówienia: „nie”. Zamiast „nie” usłyszę na przykład: „Obawiam się, że nie będę mogła przyjść na spotkanie” (I am afraid I will not be able to meet p) albo że „Przykro mi , ale źle się czułam”. A. dziwił się jak w Polscekiedy w Polsce słyszał krótkie „Nie przyjdę”.

A wszystko po to, aby nie odebrano nas jako nieuprzejmego człowieka.(„rude”).

IMG_1265.JPGNiezwykle ważne są tzw. dobre maniery, kultura osobista, uśmiech.  Zauważyłam, że jest to również priorytet w wychowywaniu dzieci. Byłam świadkiem, jak już od 2-letniego dziecka oczekuje się powiedzenia „proszę, dziękuję”. Dla mnie jest to istotne, ale nie wywieram presji, zwłaszcza, że Mark jeszcze nie potrafi wymawiać tych słów:) Gdybym miała wskazywać priorytety to wolałabym, aby mój syn był świadomy co czuje i co potrzebuje. 

W angielskiej kulturze ludzie się nie pchają, nie pędzą, stoją cierpliwie w kolejkach. Nawet kiedy spieszyliśmy się na samolot, A. najchętniej czekałby na swoją kolejkę do odprawy. Na szczęście ma żonę Polkę, która bez mrugnięcia oka, za to ze słowem „przepraszam” ominęła długi sznur czekających:)

IMG_3901.JPGTaki sposób wychowywania ma też swoje zalety: kulturalne zachowania w przestrzeni publicznej: na co dzień słyszymy „dziękuję, proszę”. Na naszej wsi każda osoba wysiadająca pierwszymi drzwiami autobusu mówi kierowcy: „dziękuję”. Zdarzyło się, że jakiś pasażer wysiadł bez słowa i w autobusie uniósł się szmer zaskoczenia i lekkiego oburzenia (usłyszałam to słowo: „rude”). We Wrocławiu tylko raz byłam świadkiem podziękowania kierowcy. Zrobiła to ok. 70 letnia pani, czyli różnica jest zasadnicza:) Kierowcy w Anglii zatrzymują się na pasach i przepuszczają pieszych, jest to powszechne.

Nieco inne jest też formułowanie prośby w j. angielskim. W j. polskim poprawne jest zapytanie: „Możesz mi podać sól?”, jeśli przy tym ton naszego głosu jest miły.  W j. angielskim słowo „proszę” (please) jest nieodzowne.

IMG_3809Ciekawi mnie jak język wpływa na stan naszego umysłu, postrzegania świata. I to jak się różnimy jako ludzie, a jednocześnie na pewnym poziomie jesteśmy tacy sami: mamy te same potrzeby i chcemy być szczęśliwi.

ps

Powyższy tekt jest subiektywny, mieszkam w UK tylko 3 lata:)

Migawki z Anglii

Moja droga do angielskiego

IMG_3258Pamiętam lekcje j. angielskiego w liceum. Żmudne, dłużące się chwile, bez efektów specjalnych:) Miałam nie ten słuch, nie ten akcent, nie tą pamięć. Ale byłam bardzo zdeterminowana.

Na studiach zainteresowałam się jogą i duchowością. Zaczęłam czytać w oryginale anglojęzycznych autorów. I w pewnym momencie pokochałam j. angielski. Jego melodyjność, zwięzłość, inność, zasięg. Namiętnie słuchałam radia BBC 4. To nic, że niewiele rozumiałam:) Samo słuchanie sprawiało mi przyjemność. Miałam bierną znajomość języka: czytałam, rozumiałam, ale sama niewiele mówiłam. Przeżywałam więc momenty zniechęcenia i rozczarowania.

IMG_0599Jednocześnie na samym dnie serca miałam nadzieję. Spisywałam co roku to samo marzenie: mówię płynnie po angielsku, pracuję z ludźmi anglojęzycznymi. Po latach pragnienie to zblakło. Aż poznałam Andrew w 2012r. I znów trudno mi było zrozumieć silny, nowozelandzki akcent. Dosyć długo prosiłam go o powtarzanie zdań.

Płynności w mówieniu nabrałam dopiero po przeprowadzce do Anglii. Nagle, bez większego wysiłku przestawiłam się na inne fale. Uff, jaką wtedy odczułam ulgę i radość. Tym sposobem nieoczekiwanie spełniły się moje zapomniane marzenia:) 

IMG_3816Patrząc z poziomu potrzeb – j. angielski jest jedną ze strategii na zaspokojenie mojej potrzeby różnorodności oraz kontaktu z innymi ludźmi. Pamiętając o tym łatwiej mi porzucić myśl o perfekcji językowej. Chodzi o wystarczająco dobre komunikowanie się, a nie o idealne mówienie.

Zachęcam więc do wytrwałości i cierpliwości w spełnianiu pragnień. Mi się udało po około 20 latach:) Jestem też kolejnym przykładem, że mieszkanie w anglojęzycznym kraju niezwykle przyspiesza naukę. I nie chodzi o podróżowanie, ale o zwyczajne życie. 

A poza tym życie rozdaje nam miłe niespodzianki:)

O czytaniu maluchom

IMAG0259

Zdarza się, że kupię książeczkę dla syna, bo kolorowe obrazki przyciągają moją uwagę. A potem okazuje się, że jej zawartość nie przemawia do mnie.

Jedna z nich jest o kaczorze, który ma sportowe auto i głośno jeździ po mieście. Mieszkańcom przeszkadzał hałas, więc wręczyli mu zaproszenie na wakacje nad morzem. Teraz kaczor zakłóca ciszę na plaży, a w miasteczku jest spokojnie. Zdziwiłam się takim rozwiązaniem, ale nie aż tak jak Andrew. Znam różne warianty polskiego „kombinowania”. W każdym razie opowiadam nieco inną opowieść o kaczorze. Chciałabym, żeby książki dla maluchów były inspirujące, sensowne, zabawne.

Na prośbę Andrew zmieniłam też zakończenie wierszyka J. Tuwima „Idzie Grześ przez wieś”, a przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem. Andrew nie mógł uwierzyć, że piasek się sypie i sypie, a chłopiec nic z tym nie robi. Stało za tym pewnie angielskie skupienie na rozwiązywaniu problemów. Załatałam więc dziurę w worku:)

Ciekawa jestem czy inni rodzice też zmieniają historyjki?

Certyfikat o pozytywnym nastawieniu

IMAG0855 (1)Zajrzałam dziś do materiałów z kursu „Preparing to Teach in the Lifelong Learning Sector” (Przygotowanie do prowadzenia zajęć w sektorze uczenia się przez całe życie). Na zajęcia zapisałam się po przyjeździe do Anglii w 2013r. Kurs był intensywny, dał mi wiele przydatnych informacji o prowadzeniu szkoleń w UK.

Najbardziej zaskoczył mnie blok tematyczny – równość i różnorodność w procesie uczenia się. Podobało mi się zarówno teoretyczne, jak i praktyczne ujęcie tematu.

W skrócie oznacza to, że studenci są różni, ale mają takie same szanse uczenia się. Różnorodność to docenianie i szanowanie różnic w studentach, niezależnie od ich wieku, pochodzenia społecznego, wiary, przekonań, zdolności oraz innych indywidualnych cech.  Uczyliśmy się jak zaplanować sesje gdy na sali mamy np. osobę niedowidzącą/z dysleksją/mającą trudności w notowaniu/z różnymi poziomami umiejętności lub wiedzy. Trenerzy są przygotowani na różne ewentualności; nie są zaskoczeni np. poziomem znajomości j. angielskiego osoby z Polski.

Proaktywne podejście do zróżnicowania studentów polega m.in. na używaniu zdjęć w materiałach i prezentacjach odzwierciadlających różne zdolności, wiek, kulturę, płeć, rasę ludzi. Mam wrażenie, że w Polsce powoli podnosimy świadomość tego tematu.

Po napisaniu wielu prac, przygotowaniu 15 min. prezentacji zajęć z Komunikacji otrzymałam certyfikat ukończenia kursu. Na każdego z uczestników czekała również miła niespodzianka. Otrzymaliśmy od prowadzącej taki „prywatny certyfikat”, nagrodę za zapamiętaną przez nią cechę osobowości. Była m.in. nagroda za cierpliwość, kreatywność, ambicję, determinację, zaangażowanie. Mi przypadło zaświadczenie o pozytywnym nastawieniu. To miłe, że osobowość jest zauważalna również w języku angielskim:) Ceryfikaty te podkreśliły też różnorodność naszej sali szkoleniowej.

Angielska bajka o inności

IMG_2901

Dziewczynki z Indii

Dostaliśmy książkę dla dzieci „Elmer’s friends” D. Mckee opublikowaną po raz pierwszy w 1994r. Jestem nią zachwycona. Wypełniona jest po brzegi pięknymi kolorami. Opowiada o słoniu w  kratkę Elmerze, który odwiedza swoich przyjaciół: pasiastą zebrę, najwyższą żyrafę, długiego węża, skocznego kangura, malutką myszę, ryczącego lwa, mądrą sowę, białego misia, kropczastego leoparda. Bajka kończy się zdaniem: przyjaciele Elmera różnią się od siebie, ale wszyscy kochają Elmera. 

Wyobrażąm sobie, że tę książeczkę rozdawaną za darmo przez służbę zdrowia w UK czyta większość tutejszych dzieci. Poznają świat, w którym jest prawo do inności. Może takimi drobnymi cegiełkami buduje się większy poziom tolerancji i zaufania w społeczeństwie?

Migawki z Anglii

Kilka moich subiektywnych wrażeń z angielskiej wsi:

Dystans i stonowane emocje

Spacer w deszczu to żaden problem:)

Spacer w deszczu to żaden problem:)

W wilgotnym powietrzu unosi się dystans. Może to klimat wpływa na to, że ludzie nie gorączkują się (ach te deszczowe i wietrzne dni:) Mi tu raczej chłodnawo. Podziwiam wyspiarzy kiedy wskakują w sandałki i podkoszulki przy pierwszych promieniach słońca. Myślę, że są zahartowani:) I widzę, że ubierając dzieci –  nie przegrzewają je.

Popularne są domy szeregowe, niemal zaglądamy sobie do okien. Jednak bliźniacze zabudowania nie są z sobą zżyte. Sąsiedzi starają się nie wchodzić na prywatną przestrzeń, nie deptają aury, nie zakłócają spokoju, nie dyskutują głośno pod oknami. Na jodze, tylko jedna pani pochodząca z Australii, zapytała mnie jak się tu znalazłam. Dystans w pełnej postaci:)

Zdziwiło mnie to, że nie widać, nie słychać bawiących się dzieci na podwórkach, a przecież to sielska wieś:) Latem słyszałam tylko jedną dziewczynkę nawołującą swoją koleżankę „Tracy”. Pewne wyjaśnienie otrzymałam w artykule na stronach BBC. Rodzice obawiają się reakcjiopinii sąsiadów: a to, że dzieci są za głośne, a to że ktoś je zobaczy same, bez opieki na ulicy. Skutek jest taki, że są niewidoczne na dworze.

Uporządkowanie

POdkreślane jest wyraźnie gdzie publiczny teren, a gdzie prywatny.

Wyraźnie zaznaczanie gdzie jest publiczny teren, a gdzie zaczyna się prywatna własność.

Urolkliwe, domy pokryte strzechą , cząsto są na liście obiektów chronionych.

Urolkliwe domy pokryte strzechą, często są na liście obiektów chronionych.

W otoczeniu zauważalne jest uporządkowanie, bez nutki polskiego chaosu:  w sąsiedztwie domy  pomalowane są  na jednolite kolory, architektura jest przewidywalna. Podoba mi się brak reklam, szyldów, billbordów przy drogach i w miastach. Ludzie cierpliwie czekają w kolejce na wejście do autobusu, pociągu, itp. Nie kłócą się o pierwszeństwo:)

Spotkania towarzyskie przebiegają według wcześniej ustalonego planu. Nie zauważyłam większych niespodzianek:)

W adresowaniu listów również jest pewna konsekwencja. Jeśli jesteś panną-  tak zostanie zatytułowany list. Pani należy do mężatek. Albo wersja dla małżeństw- np. Pan i Pani John Smith. Imię kobiety zniknęło w adresatach. W Polsce nie przeszło by pierwszeństwo mężczyzny. Wciąż robię minę zdziwienia i niezadowolenia otrzymując w takiej formie listy:) Popularne jest wysyłanie pocztą kartkek okolicznościowych – na święta, urodziny, z okazji ślubu, itp. Z okazji urodzenia się Marka dostaliśmy kartki z gratulacjami, a od znajomej grupy kobiet pani listonosz przyniosła kartkę i prezent w postaci pysznego cytrynowego ciasta. Zdarzyło mi się tu otrzymać kwiaty przesyłką, ale po raz pierwszy dostałam ciasto:)

Oszczędność

Temat pojawia się w prasie przy wielu okazjach np. gotowania, zakupów, ogrzewania domów. Nawet do regularnych spacerów zachęca się podkreślając, że są zdrowe i za darmo. W nocy  zapada ciemność na naszej wsi, nie palą się latarnie. Autobusy jeżdżą do godz 18-19. A w niedzielę w ogóle nie ma połączeń z miastami. Z publicznego transportu korzystają głównie emeryci, młodzież szkolnia, matki z dziećmi. Oczywiście transport w Londynie i innych dużych centrach to już inna historia.

Sprawy formalne

IMG_1080Na początku pobytu, przy załatwianiu spraw urzędowych miałam wrażenie, że kraj „Poland” to jakieś państwo z Kosmosu, a nie z Unii. A przy tym w urzędach, sklepach obecna jest wysoka kultura osobista, z uśmiechem traktowanym jako standard obsługi klienta.

Przy nawiązywaniu współpracy z organizacjami charytatywnymi zauważyłam, że poszukują kandydatów cechujących się empatią (wpisano ją do wymagań). Pamiętam zdanie na rozmowie rekrutacyjnej: „Proszę podać sytuację kiedy nie osądziłaś człowieka”. To jednak wyższa jakość kontaktów z ludźmi kiedy na dzień dobry oczekuje się życzliwości, nieoceniania i empatii.

Przyroda

IMG_1124

Urokliwe miejsce na spacery w Bedfordshire.

IMG_3266

Tak wygląda oglądanie ptaków (birdwatching) kiedy pada deszcz. Siedzę w baraczku i przez otwarte okno obserwuję co w trawie piszczy:)

IMG_1252

Wzrok cieszy przestrzeń pełna kwiatów.

Podobają mi się tutejsze ogrody, parki, rezerwaty przyrody. Można z łatwością znaleźć piękne, zielone miejsce. Anglicy znani są z zamiłowania do ogrodnictwa, zwierząt, ptaków, sportu. Wśród  spacerująch osób najwięcej  widzę właścicieli psów ze swoimi pupilkami na smyczy. Fascynaci ptaków lubią należeć do organizacji opiekujących się ptakami. Jeżdzą ze swoimi lornetkami do miejsc, gdzie fruwają rzadko występujące gatunki, a potem rozmawiają o tym z pasją godzinami:)

ps

Ciekawa jestem Waszych wrażeń z UK:)

Kółka zainteresowań w Anglii

IMG_1160

Jazda konna jest dość popularna w Anglii.

Z ciekawością ślędzę życie lokalne na angielskiej wsi (ok. 900 mieszkańców). Zaskoczyła mnie ilość tzw. kółek zainteresowań oferowanych w parafialnej gazetce. Wygląda na to, że potrzeba kontaktu i przynależności realizowana jest m.in. poprzez różnorodne, społeczne aktywności. Oczywiście piszę tutaj o pewnej statystycznej grupie mieszkańców spędzających swój wolny czas poza oglądaniem TV:) Mieszkańcy spotykają się w grupach:

1) chór,

2) grupa teatralna,

3) orkiestra,

4) grający w krykieta,

5) piechórzy wybierający się razem na dłuższe spacery w okolicy,

6) grupa dla dzieci do 5 r.ż.,

7) grupa piekąca ciasta,

8) grupa Women’s Institute – lokalne spotkania największej organizacji wolontariackiej dla kobiet w UK. Andrew wciąż mnie zachęca do przyłączenia się do niej, ponieważ w grupie tej kobiety zajmują się głównie gotowaniem, pieczeniem i wszelkimi robótkami ręcznymi:)

9) grupa konserwatystów,

10) grupa pomocy międzysąsiedzkiej,

11) grupa ogrodników,

12) grupa czytających Biblię,

13) środowe herbatki organizowane przez parafię,

14) jeżdżący konno w pobliskiej stadninie koni,

15) grupa jogi.

Uczestnicy tańca majowego.

Uczestnicy tradycyjnego tańca w czasie majowego świętowania.

Popularne jest również oglądanie ptaków (birdwatching) oraz członkowstwo w organizacjach zajmujących się ochroną przyrody lub innych charytatywnych stowarzyszeniach, klubach sportowych.

Jak na razie uczestniczę w jodze i spotkaniach Lady Circle z pobliskiego miasteczka. Co tydzień można przeczytać w miejskiej gazecie raport z działalności wszelkich organizacji. Przyznaję, że jestem pod wrażeniem lokalnej społeczności:)

Uprzedzenia, nawet do sałaty?

Wielokrotnie słyszałam, że angielskie warzywa i owoce nie są zbyt smaczne. Co do kupowanych owoców to potwierdzam, że są mało słodkie. Ale wyhodowane w ogródku są naprawdę dobre. Warzywa w sklepach najczęściej są sprowadzane z innych krajów np. Hiszpanii.  I są lepsze niż się spodziewałam:)

Latem zaskoczył mnie smak sałaty z ogródka. Była ostra,  przypominała mi musztardę. Czułam złość, bo chciałam mieć zdrowe, jadalne pożywienie. I byłam przekonana, że powód jest jeden – oczywiscie to przez nasiona angielskie, polska na pewno byłaby wyborna.

Po dwóch miesiącach znalazłam opakowanie nasion –  w rogu było wyraźnie napisane: „ostra sałata” (spicy lettuce). Sama ją wybrałam. Miała być ostra, bo taka jej natura:) 

IMG_3240

A kwiaty, zgodnie z moim nastawieniem, pięknie rosną od wczesnej wiosny:)

To mi pokazało, że jednak mam uprzedzenia i założenia odnośnie Wielkiej Brytanii.  I mogą one działać niczym samospełniająca się przepowiednia.

Spacer w deszczu

Częściej spotykam konnych niż pieszych:)

Częściej spotykam konnych niż pieszych:)

Uwielbiam spacery w naturze. W Anglii oswajam się z odcieniami deszczu i błota.

To moje wielkie osiągnięcie – nie zmieniać planów i wyjść na dwór nawet gdy siąpi. I przyjąć taką pogodę ze spokojem, czasem z uśmiechem:)

Ostatnio zdarza nam się z A. brodzić w błocie. I już domyślam się skąd się tutaj wzięła popularność jazdy konnej. Ubłocone szlaki witają wędrowców zbyt często. A rozwiązanie jest proste – można galopować na koniu:)


Joga na angielskiej wsi

Wejście do naszej jogowej sali

Wejście do Church Hall-  naszej jogowej sali

Zamieszkałam z A. na angielskiej wsi, niedaleko miasteczka Biggleswade. W parafialnej gazetce znalazłam ogłoszenie o stałych zajęciach jogi.  Ależ byłam ciekawa – medytacja i joga na  wsi, w budynku należącym do kościoła! A więc można wzajemnie się inspirować:)

Asany (ćwiczenia ciała) były proste i efektywne. Freda, prowadząca jogę – miła i cierpliwie odpowiadająca na moje pytania. Uzbierała się 4 – osobowa grupa. Tylko zimna sala mnie odstrasza. Jak na moje wyczucie temperatura sięgała ok. 14 stopni, jedna pani ćwiczyła w czapce. Pojedyńcze grzejniki wiszące na ścianach symbolicznie ogrzewały naszego ducha, oświetlając nas ciepłym światłem:)

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: